Patent na patent – wywiad z Rafałem Parczewskim, rzecznikiem patentowym WAT

26 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Własności Intelektualnej (ang. World Intellectual Property Day). Święto to zostało ustanowione przez Światową Organizację Własności Intelektualnej (ang. World Intellectual Property Organization), aby zwrócić uwagę na znaczenie prawa własności intelektualnej, rolę praw autorskich, patentów czy znaków towarowych.

Rafał Parczewski, rzecznik patentowy z Centrum Transferu Technologii Wojskowej Akademii Technicznej, w rozmowie z Dominiką Naruszko, przybliża tematy ochrony własności intelektualnej, wyjaśnia, dlaczego świadomość prawna jest tak istotna w przypadku pracy naukowej i pokazuje, że temat patentów jest naprawdę ciekawy!

Dominika Naruszko: Mam świetny pomysł, realizuję go, wysyłam tę informację w świat i dowiaduję się, że ktoś bezprawnie wykorzystuje projekt. Popularny scenariusz?

Rafał Parczewski: Może się to często zdarzać, jeżeli się w odpowiedni sposób nie zabezpieczymy. Jeżeli pomysł jest przełomowy i zostanie upubliczniony w możliwie szeroki sposób, to właściwie trudno jest mi sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś mógłby nie chcieć z tego skorzystać. Myślę, że raczej powinniśmy się spodziewać, że zostanie to wykorzystane, często nawet bez naszej wiedzy.

Zatem jak chronić własność intelektualną?

Własność intelektualną można chronić na wiele różnych sposobów w zależności od tego, co tę własność intelektualną stanowi. Jest to dosyć szerokie pojęcie. W jego ramach możemy wyróżnić przedmioty prawa własności intelektualnej, które możemy chronić, uzyskując na nie prawa wyłączne, zapewniające nam monopol na korzystanie z tego rozwiązania przez dany czas, ale też takie, które zabezpieczyć trudniej i musimy je na przykład chronić jako tajemnice przedsiębiorstwa, ponieważ nie da się ich w żaden sposób zastrzec.

Przykładem tego pierwszego przedmiotu prawa własności intelektualnej są wynalazki, czyli rozwiązania o charakterze technicznym, które są nowe, posiadają poziom wynalazczy i nadają się do przemysłowego stosowania. Akurat na wynalazki możemy uzyskać patent, a tym samym dostajemy prawo wyłącznego korzystania z tego wynalazku. Polega ono w szczególności na tym, że możemy albo sami wprowadzać do obrotu produkty, w których tenże wynalazek jest zastosowany, albo udzielić licencji na korzystanie z tego patentu.

Należy też powiedzieć, że patent jest prawem ograniczonym geograficznie, więc jeżeli już jesteśmy przy wynalazkach, to powinniśmy się zastanowić, w jaki sposób chcemy chronić nasze rozwiązanie. Może nam w tym pomóc przygotowanie mapy pokazującej, gdzie uzyskanie ochrony jest najbardziej uzasadnione z ekonomicznego punktu widzenia. Sytuację tę możemy podzielić na dwa osobne punkty. Pierwszy to miejsca, w których możemy najwięcej na naszym rozwiązaniu zyskać, a drugi to obszary, gdzie mamy największą konkurencję i ktoś mógłby na przykład chcieć „skorzystać” z naszego prawa własności intelektualnej. W tych dwóch punktach należałoby rozważyć zasadność wystąpienia o ochronę.

Oczywiście im szerszy zakres geograficzny ochrony, tym większe koszty, zatem ponownie wszystko powinniśmy zważyć ekonomicznie – zrobić bilans potencjalnych zysków i strat, przy uwzględnieniu faktu, że za te wszystkie prawa będziemy musieli płacić.

Aby nazwać rozwiązanie wynalazkiem, powinno ono charakteryzować się konkretnymi cechami. Czy używanie pojęcia wynalazek w niewłaściwy sposób to częsta pomyłka?

Tak, dość częsta. Jeżeli ktoś pracuje naukowo i całe życie zajmuje się B+R, to obcuje też z pojęciami prawa własności intelektualnej i ma już podstawową wiedzę, aczkolwiek faktycznie często przedmioty prawa własności intelektualnej bywają mylone.

Chyba takim najczęstszym przykładem jest mylenie wzoru przemysłowego ze wzorem użytkowym. Jedno i drugie jest wzorem, ale te dwa pojęcia dotyczą różnych kwestii. Wzór przemysłowy to wyłącznie design, a wzór użytkowy to rozwiązanie o charakterze technicznym, pod pewnymi względami trochę zbliżone do wynalazku.

Często też wszystkie kwestie związane z prawem własności intelektualnej mylnie są wrzucane do jednego „worka” z napisem prawa autorskie. Sprawia to, że dość powszechne jest myślenie, iż jeżeli przenosi się lub nabywa prawa autorskie, to automatycznie nabywa się wszystkie prawa własności intelektualnej. Jest to bardzo złudne, bo prawa autorskie to osobny punkt, osobny przedmiot praw własności intelektualnej, który chroni m.in. utwory. Wynalazek dotyczy czegoś o technicznym charakterze, a utwór aspektów twórczych o indywidualnym charakterze.

Jestem zdania, że aby skutecznie i świadomie podchodzić do ochrony swoich pomysłów czy efektów swojej pracy naukowej, powinniśmy posiadać podstawowy poziom wiedzy na temat ochrony własności intelektualnej.

Przy pojęciach wzoru użytkowego i patentu pojawia się też często pojęcie znaku towarowego.

Patent to już jest prawo, które uzyskujemy na wynalazek – monopol, który dostajemy po przejściu całej procedury. Z kolei na wzory użytkowe otrzymujemy prawa ochronne. Oznacza to, że jeżeli coś jest albo wynalazkiem, albo jest wzorem użytkowym i zdecydujemy się na ochronę, to prawem, które daje nam wyłączność na korzystanie z tego, w przypadku wynalazków jest patent, a w przypadku wzorów użytkowych – prawo ochronne.

Na znaki towarowe, podobnie jak w przypadku wzorów użytkowych, udzielane są prawa ochronne. Znaki towarowe pomagają nam w budowaniu świadomości marki. Znakiem towarowym jest to wszystko, co możemy połączyć w jakimś stopniu z szeroko pojętą identyfikacją naszego produktu bądź usługi. Jako znak towarowy możemy zastrzec logotyp, nazwę, dżingiel muzyczny, który będzie kojarzony z naszym produktem, czyli to wszystko, co pomaga nam w wyróżnieniu naszych produktów na tle tego, co znajduje się w obrocie. Daje nam to także monopol na korzystanie z danej nazwy, logotypu czy dżingla. Oczywiście mamy wiele innych przykładów znaków towarowych, są też czynione rozważania, czy znakiem towarowym może być zapach. Teoretycznie mógłby być, w praktyce natomiast nie za bardzo wiadomo, jak miałoby wyglądać jego opisanie. Aby coś było znakiem towarowym, trzeba to przedstawić. Natomiast jest problem z przedstawieniem zapachu.

To jak radzą sobie producenci perfum?

Zapach nie jest chroniony sam w sobie.

Czyli jeśli stworzy się niezwykły zapach, to grono zdolnych chemików może go odtworzyć i sprzedawać pod inną marką?

Niejednokrotnie tak się dzieje. Natomiast jest orzeczenie, zgodnie z którym zabroniono porównywania, komunikacji, że stworzony zapach jest odpowiednikiem konkretnego zapachu. Czyli stworzone na bazie pierwowzoru perfumy mogą podobnie pachnieć, natomiast nie możemy czynić odniesienia do nazwy oryginału. Tutaj w sukurs przychodzą nam znaki towarowe, bo dzięki znakowi towarowemu konsument jest w stanie odnaleźć to, co go interesuje i połączyć swoje oczekiwania bazujące na przekazie reklamowym czy swoich wcześniejszych doświadczeniach z tym, co znajduje na półce sklepowej. Ktoś, kto stworzy nawet podobny zapach, musi budować markę od podstaw.

Co ciekawe, jeżeli stworzymy taką samą procedurę wytwarzania danego zapachu we własnym laboratorium, to wszystko jest zgodne z prawem, natomiast jeżeli taka procedura zostałaby wykradziona, to mielibyśmy do czynienia z czynem nieuczciwej konkurencji. Istnieje coś takiego jak tajemnica przedsiębiorstwa. W tym drugim przypadku można założyć, że ktoś zachował się w nieodpowiedni sposób i przekazał tajemnice firmy – w tej sytuacji mielibyśmy do czynienia z naruszeniem prawa. Zatem należy pamiętać, że kwestia ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa jest istotnym elementem.

Przenieśmy się teraz na WAT, gdzie powstaje wiele innowacyjnych rozwiązań, które wymagają ochrony. Jak ten proces powinien wyglądać w przypadku naukowców? Dzisiaj naukowcy, oprócz swojej pracy badawczej, mają bardzo dużo różnych obowiązków – oczekuje się od nich, że będą menedżerami, w dodatku świetnie pracującymi w zespole, znającymi wiele języków obcych, biznesmenami… Do tego dochodzą kwestie prawne, m.in. dotyczące ochrony własności intelektualnej. Jak możemy wesprzeć naukowców w kwestii ochrony patentowej?

W idealnym świecie naukowiec powinien być naukowcem i mieć wokół siebie zespół, który będzie go wspierał w sprawach nienaukowych, aby mógł się skupić na tym, co potrafi najlepiej i w stu procentach wykorzystać swój potencjał. Oczywiście nie ma idealnego świata, więc te cechy, o których Pani wspomniała, naukowcy także powinni posiadać.

W Wojskowej Akademii Technicznej mamy zespoły wspierające naukowców na różnych polach, także na polu prawnym. Jednak niezależnie od tego warto mieć podstawową wiedzę z zakresu własności intelektualnej.

Jeżeli mówimy o naszej uczelni, to naukowcy powinni mieć świadomość tego, że gdy powstanie dobro intelektualne, to należy poinformować o tym Akademię poprzez złożenie wniosku stworzenia dobra intelektualnego. Ten dokument można pobrać ze strony Centrum Transferu Technologii: https://www.wojsko-polskie.pl/wat/u/c9/e4/c9e44571-c3db-4a95-aa5f-52706d143f2b/wniosek_zgloszenie_di_nowy_15_03_2022.doc

Naukowiec powinien również wiedzieć, w jakich okolicznościach powstało to dobro intelektualne – czy jest to praca własna zespołu, czy jest to realizacja projektu unijnego, czy projektu NCBR. Wiąże się to z określonymi prawami dotyczącymi rozwiązania, zatem Centrum Transferu Technologii powinno mieć taką wiedzę, aby znać ewentualne ograniczenia i odpowiednio oferować rozwiązanie w ramach komercjalizacji.

Podstawą jest zgłoszenie wniosku stworzenia dobra intelektualnego, gdy dane rozwiązanie powstanie – czyli nie publikowanie, tylko poinformowanie Akademii, że coś takiego powstało. Wówczas możemy wspólnie z naukowcem zastanowić się nad sensem ochrony takiego rozwiązania. Przykładowo patentowej, bo w grę mogą wchodzić inne prawa własności intelektualnej, niekoniecznie wynalazki. Dopiero gdy złożymy wniosek o uzyskanie patentu, możemy publikować informację o takim rozwiązaniu. Gdyby naukowiec najpierw opublikował artykuł o rozwiązaniu, to nie mógłby już tego rozwiązania opatentować. Gdy publikujemy, to wówczas ujawniamy istotę tego rozwiązania, a jeżeli ujawniamy istotę, to rozwiązanie nie jest już nowe. To z kolei niweczy nam możliwość uzyskania ochrony patentowej.

Na jakim etapie pracy naukowcy powinni myśleć o patencie?

Gdy mamy rozwiązanie, które w naszej ocenie jest na tyle precyzyjne, że jesteśmy w stanie opisać je tak, że istnieje możliwość odtworzenia tego rozwiązania. Jeżeli mamy ogólny pomysł, ale jeszcze nie wiemy, jak go dokładnie zrealizować, to wówczas raczej nie da się uzyskać ochrony patentowej.

Mamy zatem gotowe rozwiązanie. Najpierw zgłaszamy się do Centrum Transferu Technologii, wypełniamy wniosek, zgłaszamy wynalazek do opatentowania, a dopiero później czas na publikacje i wystąpienia na konferencjach?

Tak. Może się oczywiście zdarzyć, że podejmiemy decyzję, iż nie chcemy patentować. Ale to musi być świadoma decyzja wszystkich zaangażowanych stron. Nie powinniśmy się tu zdawać na przypadek.

A jeśli naukowiec nieświadomie popełni błąd w kwestii patentów. Czy coś się jeszcze da zrobić?

Niewiele.

Niewiele? Ale coś się da?

Czasem się da, czasem się nie da. Zależy od konkretnej sytuacji. Chyba takim najgorszym z możliwych błędów jest nieopłacenie ochrony udzielonego patentu. Czyli przeszliśmy całą procedurę, patent został udzielony i ktoś zapomniał zapłacić, bo np. jeden twórca myślał, że inny zapłaci, drugi, że ten pierwszy, nikt nie zapłacił i nie ma patentu, nie ma ochrony, a wynalazek jest ujawniony.

Dużo w WAT zgłaszamy wynalazków?

Nie tak dużo, jak bym chciał, żebyśmy zgłaszali, aczkolwiek jest to ostatnimi czasy faktycznie liczba rosnąca – kilkadziesiąt rocznie.

Z czym można się zwrócić do Centrum Transferu Technologii?

Jeżeli ktoś ma kontakt z przedsiębiorcą, który jest zainteresowany uzyskaniem licencji albo korzystaniem z praw własności intelektualnej Akademii, to wtedy jak najbardziej zapraszamy do kontaktu. Jeżeli ktoś jest zainteresowany ochroną swoich praw, to również zapraszamy. Generalnie zajmujemy się transferem technologii w ujęciu komercjalizacji bezpośredniej, czyli udzielaniem licencji i ewentualnie sprzedażą tego, co powstało w Akademii i może być wykorzystane w sposób komercyjny.

Centrum Transferu Technologii prowadziło szkolenia dla naukowców. Uczestniczyło w nich wiele osób, padło wiele ciekawych pytań świadczących o tym, że wiedza o ochronie własności intelektualnej jest niezwykle potrzebna. Co jeszcze można zrobić, żeby pomóc naukowcom chronić własność intelektualną?

W Centrum Transferu Technologii przygotowaliśmy broszurę, z której można dowiedzieć się, jak postępować w przypadku własności intelektualnej. Dostępna jest w wersji elektronicznej: https://www.wojsko-polskie.pl/wat/u/a8/d0/a8d01c7d-0586-4cba-ad34-b6f9b0ab4ad4/poradnik_tworcy_wat_03_2022.pdf. Znalazło się w niej dużo ciekawych case’ów.

Jesteśmy również otwarci na kolejne szkolenia. Mamy doświadczenie w przygotowaniu i prowadzeniu dedykowanych warsztatów z ochrony własności intelektualnej i komercjalizacji, dopasowywanych do potrzeb zgłaszających się do nas jednostek.

Może zdarzyć się, że dwa zespoły w dwóch różnych miejscach pracują nad tym samym. Czy naukowcy mogą sprawdzić, czy dane rozwiązanie nie zostało już opatentowane?

Tak, nawet trzeba to zrobić przed dokonaniem zgłoszenia dobra intelektualnego. Posługiwanie się bazami patentowymi może jednak sprawiać trudności, dlatego jeżeli ktoś ma konkretne pytanie, to chętnie pomogę w takim wyszukiwaniu od strony techniczno-organizacyjnej.

Istnieje jakaś otwarta baza?

Tak, jest bardzo wiele takich baz.

I są to pełne bazy? Czy musimy sprawdzić w jednej, drugiej, trzeciej…?

Teoretycznie powinny być pełne.

Dla Polski i dla zagranicy?

To zależy od bazy. Oczywiście jest baza Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej, która odnosi się do tego, co jest w polskim Urzędzie Patentowym, natomiast gdy robimy badanie stanu techniki, powinniśmy zrobić research w ogólnoświatowych bazach. Ta nowość jest rozpatrywana w ujęciu światowym, a nie lokalnym, więc porównujemy wszystko – wynalazki zgłoszone w Korei czy Australii, a także w innych krajach, nawet bardzo odległych geograficznie.

I tu trochę uprzedził Pan moje pytanie, bo zastanawiałam się, czy jeśli jakiś wynalazek został opatentowany np. w Azji, to czy możemy go opatentować np. we Włoszech?

Nie możemy – albo coś jest nowe, albo nie jest nowe.

Czyli nowe w skali światowej?

Zdecydowanie tak.

Zatem jeśli wymyślimy coś nowego, to ktoś z Japonii nie powinien móc otrzymać patentu na takie samo rozwiązanie. Ale nie znaczy to, że nie może korzystać z naszego wynalazku…

Dokładnie.

A ktoś z Polski może korzystać z naszego rozwiązania?

Ale patentujemy czy nie?

Patentujemy!

No to nie może.

A z Japonii może?

Jeżeli w Japonii nie patentujemy, to może. Ale możemy patentować również w Japonii.

To wszystko wiąże się z kosztami. Czy zdarza się, że to właśnie finanse są powodem rezygnacji z patentowania?

Zdarza się, nie tylko wśród naukowców. Także sektor biznesowy – w tym  korporacje – podejmuje nie do końca trafne decyzje dotyczące ochrony. Parę lat temu mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie jedna z wiodących firm elektronicznych nie ochroniła rozwiązań dotyczących produkcji żarówek LED-owych w Polsce. Bardzo dużo lokalnych firm zaczęło produkować to oświetlenie i wówczas – gdy chciano wystąpić z roszczeniem – okazało się, że nie jest to oczywiste, bo nie ma ochrony patentowej w Polsce na to rozwiązanie. Zatem błędy popełniają też najwięksi.

Czasem myślimy, że coś zaoszczędzimy, a tak naprawdę na tej „oszczędności” tracimy. Można jednak także „przelicytować” – objąć ochroną zbyt duży obszar geograficzny i uiszczać nieadekwatne do zysku opłaty. Nie chodzi o to, by mieć bogate portfolio chronionych praw, tylko o to, żeby na tym zarabiać lub mieć z tego inne korzyści. Więc jeżeli coś chronimy tylko po to, żeby to chronić i żeby to leżało, to ta ochrona jest pozbawiona sensu. Musimy się zastanowić, w jaki sposób ten monopol możemy przekuć w pieniądze.

Uzyskanie patentu to koszty – na jakie kwoty trzeba się przygotować?

To nie są duże koszty, jeżeli mówimy o polskich zgłoszeniach, bo samo zgłoszenie patentowe to 500 złotych. Pierwszy okres ochronny to 480 zł za 3 lata. Co roku trzeba to odnawiać i co roku jest to wyższa kwota – 250 zł za czwarty rok. Przy 20 latach to koszt 1550 zł. Jeżeli mówimy o zagranicznej ochronie – są to już wyższe koszty.

Czy w Wojskowej Akademii Technicznej częściej patentuje się na Polskę?

Ponad 90 procent zgłoszeń dotyczy wyłącznie Polski.

Dosyć istotne jest to, kiedy możemy podjąć decyzję o tym, żeby chronić wynalazek za granicą. W przypadku wynalazków mamy 12 miesięcy od daty zgłoszenia na to, by podjąć decyzję, czy chcemy rozszerzyć zakres ochrony na inne kraje. Tej decyzji nie musimy podejmować w dniu zgłoszenia polskiego – możemy się zastanowić.

Skoro czas to pieniądz, to zapytam od razu – ile czasu zajmuje proces uzyskania ochrony?

W przypadku wynalazków średnio około 2-2,5 roku. Czasem dłużej, bo może się zdarzyć, że Urząd Patentowy ma jakieś wątpliwości dotyczące zgłoszenia. Wówczas prowadzimy korespondencję, dokonujemy zmian w opisie patentowym i to oczywiście wydłuża procedurę.

Czyli jeśli to może trwać nawet 2,5 roku…

…2,5 roku to jest niezły czas!

A gdy ktoś złożył już wniosek i chciałby się w końcu pochwalić na konferencji… Może czy nie może?

Może! Jak najbardziej. Po dniu zgłoszenia może publikować.

Jakie błędy mogą zdarzyć się naukowcom w kwestii patentowania – oprócz tego, że zdarza się, że przed zgłoszeniem publikują?

Może się zdarzyć, że ktoś pochwali się komuś w otoczeniu za wcześnie i ktoś inny to zgłosi. Nie chwalmy się przed zgłoszeniem wynalazku, bo możliwe, że kogoś zbyt mocno „zainspirujemy”.

Także w kontaktach naukowców z przedstawicielami biznesu czy przemysłu sugerowałbym korzystanie z naszego pośrednictwa i zapraszanie nas do rozmów. W CTT możemy pomóc w podpisaniu umowy o zachowaniu poufności lub określić zakres wiedzy, która wymaga już oficjalnej współpracy i udzielenia licencji.

A czy w tym zakresie naukowcy też mogą liczyć na szkolenie? Bo owszem, jest to oczywista sprawa, że w pewnych kwestiach należy skorzystać ze wsparcia prawnego, ale są też różne wydarzenia, konferencje, na których naukowcy spotykają ludzi biznesu, zaczyna się jakaś rozmowa i czasem powiedzenie „za dużo” nie jest tak oczywistą sprawą. W końcu trzeba w atrakcyjny sposób zainteresować innych tym, co robimy, naszymi pomysłami. Jeśli mówimy tylko o tym, co jest już znane, to być może w ogóle nikogo nie zainteresujemy. Więc jak mówić tak, żeby zainteresować świat biznesu, a nie powiedzieć za dużo?

Myślę, że takie szkolenie to bardzo ciekawy pomysł. Mógłbym zebrać najistotniejsze kwestie i na ten temat powiedzieć więcej, omówić przykłady i kwestie praktyczne. Ochrona szeroko pojętego know-how to temat rzeczywiście bardzo potrzebny.

Prowadzimy prace nad czymś niezwykłym i chcemy porozmawiać o nowym rozwiązaniu – jak pokazać, że pracujemy nad ciekawym rozwiązaniem, ale nie ujawniać za dużo?

Możemy powiedzieć, że mamy coś interesującego, co lata, ale nie możemy ujawnić, że lata, bo zastosowaliśmy konkretne innowacyjne rozwiązania. Możemy powiedzieć, że coś realizuje jakąś funkcję. Na to nie da się uzyskać ochrony patentowej, bo ochrona patentowa to opis tego, co prowadzi nas do jakiegoś efektu, a nie „życzeniowe” opisanie efektu. Skupiamy się na aspektach bardziej technicznych.

No właśnie – jeśli myślimy o aspektach technicznych – patentowi podlega rozwiązanie techniczne. Czyli jeżeli ktoś np. wymyśli mechanizm, który pozwoli nam układać kostkę Rubika w jakiś inny sposób, to może to opatentować? Oczywiście przy założeniu, że przykładowa kostka Rubika jest już chroniona, ale wyłącznie patentem.

Tak. Inną sprawą jest to, że patent – jeżeli taki był udzielony – już zapewne wygasł ze względu na upływ czasu. Pamiętajmy, że ochrona patentowa trwa maksymalnie 20 lat.

To jak sobie z tym radzić? Chcemy pokazać coś rzeczywiście innowacyjnego, jednak możemy zastrzec tylko konkretny mechanizm. Zatem nasz oryginalny pomysł można skopiować?

W jakimś stopniu tak. Pamiętajmy jednak, że prawo własności intelektualnej to nie tylko patenty. Konstruując ochronę prawną danego rozwiązania, powinniśmy też zastanowić się, w jakim stopniu możemy skorzystać z przewag wynikających na przykład z rejestracji znaków towarowych czy wzorów przemysłowych.

Jak zatem możemy zabezpieczyć naszą pracę w jak największym obszarze?

Pomysłu nie jesteśmy w stanie zastrzec. Jesteśmy w stanie zastrzec sposób zrealizowania tego pomysłu. Wracając do tego, o czym wspomniałem przy poprzednim pytaniu, powinniśmy zastanowić się, w jakim stopniu przy konstruowaniu ochrony możemy skorzystać z innych przedmiotów praw własności intelektualnej. I tak wspomniana kostka Rubika od strony technicznej mogła być chroniona patentem, ale też jej kształt mógł uzyskać ochronę jako wzór przemysłowy czy trójwymiarowy znak towarowy. Sama nazwa również mogła uzyskać ochronę jako słowny znak towarowy. W takiej sytuacji znacznie trudniej jest bezkarnie korzystać z cudzej własności intelektualnej. Jak zatem widać, umiejętność właściwego konstruowania strategii ochrony własności intelektualnej również stanowi ważny element dbania o naszą własność intelektualną.

A gdyby miał Pan wskazać trzy najważniejsze rzeczy, które chciałby Pan przekazać naukowcom, aby mogli chronić swoje pomysły i działać efektywnie?

Przede wszystkim nie publikować przed rozważeniem, czy dane rozwiązanie się da opatentować, bądź ochronić w inny sposób – to jest podstawowa rzecz.

Ważne, abyśmy zastanowili się wspólnie, jaki potencjał ma to rozwiązanie. Często jest tak, że wchodzimy do projektu, wkładamy jako wiedzę jakieś rozwiązanie i dzielimy się tym z partnerami biznesowymi, a być może dałoby się na tym rozwiązaniu znacznie więcej zyskać, na przykład udzielając licencji wyłącznej jakiemuś podmiotowi. Czyli żebyśmy świadomie zarządzali własnością intelektualną. To już nie jest zadanie wyłącznie naukowca, lecz także Akademii czy Centrum Transferu Technologii.

Bardzo istotne jest także to, by naukowcy zgłaszali dobra intelektualne, których są autorami. To nie tylko obowiązek wynikający z regulaminu zarządzania prawami autorskimi, lecz także korzyść dla naukowca. Jeżeli takie rozwiązanie zostanie skomercjalizowane, to 60 procent przychodów z komercjalizacji trafia bezpośrednio do naukowców. Powiedzmy, że zarobimy na czymś milion – 600 tysięcy trafia do zespołu, bezpośrednio na rachunki osobiste naukowców. To sposób premiowania osób wymyślających rzeczy, które mogą znaleźć zastosowanie w praktyce. Chciałbym, żeby wszyscy naukowcy o tym wiedzieli i wierzyli, że się da.

Czy Pan jest w stanie doradzić, kiedy warto patentować, a kiedy nie?

Zawsze warto patentować, choć oczywiście nie należy zapominać o kosztach z tym związanych. Uzyskiwanie praw wyłącznych może być też ważnym elementem budowania pozycji uczelni. To są punkty do kategoryzacji, to są punkty dla naukowca. Nie zapominajmy również o tym, że liczba uzyskanych patentów jest jednym z elementów, na który zwracają uwagę eksperci określający kryteria, wedle których sporządza się rankingi uczelni.

Natomiast książkowym przykładem, gdy brak patentowania okazał się być skuteczną strategią biznesową, jest kazus Coca-Coli. Skład czy sposób wytwarzania tego napoju nigdy nie został opatentowany, dzięki czemu jego receptura w dalszym ciągu pozostaje nieznana.

Część naukowców może być zatrudniona na umowę o pracę, inni mogą mieć kontrakty lub umowy o współpracę innego rodzaju – czy w kontekście prawa własności intelektualnej to są różnice dla pracodawcy?

To jest bardzo dobre pytanie, ponieważ co do zasady prawa własności intelektualnej, czy to prawa autorskie, czy to prawa wynalazcze, przechodzą na pracodawcę, zawsze jeżeli powstały w związku z wykonywaniem obowiązków pracowniczych. To oznacza, że jeżeli do naszych obowiązków należy prowadzenie prac B+R, czyli „wymyślanie”, to to, co wymyślimy, jest własnością pracodawcy. Natomiast w przypadku pracowników, powiedzmy „technicznych”, którzy dbają o to, by połączyć skutecznie różne elementy według wskazówek i którzy nie mają w zakresie obowiązków dokonywania wynalazków, jest inaczej. Jeżeli taka osoba wymyśli innowacyjny sposób połączenia tych elementów, to wówczas będzie to jej własność intelektualna. Zatem bardzo istotne, co jest napisane w umowie o pracę, w umowie zleceniu czy w umowie o dzieło, bo od tego niejednokrotnie będzie zależało, do kogo należą prawa.

A jeśli w umowie nie ma punktu, że jednym z obowiązków jest dokonywanie odkryć i wynalazków…

Wystarczy, że mamy prowadzenie prac B+R albo inne określenie, z którego będzie jednoznacznie wynikać, że należy to do naszych obowiązków.

…ale jest punkt mówiący, że twórczość powstająca w ramach umowy o pracę jest przenoszona na pracodawcę?

Nawet nie musi być napisane, że ona jest przenoszona, choć oczywiście by się przydało, bo na przykład prawa zależne nie przechodzą z umowy o pracę, przechodzą prawa autorskie majątkowe. Natomiast do umowy o pracę znajdują zastosowanie art. 11 ust. 3 ustawy Prawo własności przemysłowej lub artykuł 12 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, z których wynika, że prawa własności intelektualnej do tego, co wytwarzamy w ramach naszych obowiązków pracowniczych, przechodzą na pracodawcę – odpowiednio prawa autorskie majątkowe lub prawa własności przemysłowej, w zależności od tego, o której ustawie mówimy i co w ramach obowiązków służbowych „wymyślamy”.

Czyli jeżeli osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę stworzy rozwiązanie, które zostanie skomercjalizowane, to przysługuje jej 60 procent zysku z komercjalizacji?

Tak, to przysługuje właśnie takiej osobie.

A to komu nie przysługuje?

Osobom, które nie są zatrudnione. Załóżmy, że mamy zespół, który składa się z profesorów i adiunktów i są to osoby zatrudnione na stanowiskach naukowo-dydaktycznych. Powiedzmy, że te osoby pracują razem z dwoma doktorantami. Jeżeli wspólnie dokonają wynalazku, to wówczas prawo do tego wynalazku przysługuje trzem podmiotom: pracodawcy i dwóm doktorantom. Dlaczego? Z profesorów i adiunktów prawo to przechodzi na pracodawcę, a z doktorantów nie, ponieważ oni nie są pracownikami. W tej sytuacji pracodawca, aby uzyskać to prawo, może na przykład podpisać umowę z tymi doktorantami, na podstawie której oni przeniosą na pracodawcę swoje prawa. Jeżeli nie zechcą ich przenieść, to nie muszą – wówczas mamy do czynienia z trzema podmiotami.

Więc jak w takiej sytuacji zabezpieczyć interesy pracodawcy?

Podpisać odpowiednie umowy odpowiednio wcześniej.

A jak postępować w przypadku pracy w konsorcjum?

Jeżeli działamy w ramach konsorcjum, to bardzo istotne jest, żebyśmy podpisali umowę, z której będzie wynikało, w jaki sposób zarządzamy wspólną własnością intelektualną. Załóżmy, że mamy trzech współuprawnionych – jeden jest zainteresowany zgłaszaniem rozwiązania do ochrony patentowej, inny nie. Jeżeli w umowie ustalimy zasady postępowania w takich sytuacjach, to bardzo ułatwi to zarządzanie wspólną własnością intelektualną.

Jak uczelnia może chronić pomysły, które powstały podczas prac w kołach naukowych?

W przypadku pracy w kołach naukowych korzystamy z laboratoriów uczelnianych. Obowiązkiem opiekuna koła naukowego jest zadbanie o to, aby prawa do tego wszystkiego, co powstaje w ramach działalności kół naukowych, zostały przeniesione na daną uczelnię. Jeśli opiekun koła naukowego o to nie zadba, to uczelnia takich praw nie ma. Bo w kołach naukowych działają studenci, a nie pracownicy.

Czyli jeśli student coś wymyśli i chciałby to opatentować, to do kogo powinien się zgłosić?

Do opiekuna naukowego, pod którego „skrzydłami” działa. Opiekun zaś powinien zgłosić się do CTT.

Wróćmy jeszcze do kół naukowych. Działają w nich młodzi ludzie, dla których często naturalne jest relacjonowanie swojej aktywności w mediach społecznościowych. Czy jeśli student działa w kole naukowym i nagra swoje prace, pokaże pomysły w internecie, to przekreśla szansę na otrzymanie patentu?

Myślę, że młode osoby są już świadome, że trzeba patentować, natomiast jeżeli byłoby tak, jak Pani powiedziała, oznaczałoby to rzeczywiście skreślenie drogi do patentu.

Jeśli powiemy, że wymyśliliśmy związek, który leczy raka, ale nie podamy wszystkich szczegółów – co to za związek, dlaczego on leczy, jak działa, to w porządku. Choć nawet w tym przypadku lepiej by było powiedzieć, że zgłosiliśmy to do opatentowania. To nawet lepiej brzmi. Wzmacnia naszą wiarygodność. Dlatego warto zaczynać od zgłoszenia.

Czy przygotowanie wniosku wymaga od naukowca poświęcenia dużej ilości czasu i energii?

Nie ukrywam, że wymaga to trochę czasu. Aby przygotować zastrzeżenia patentowe, muszę mieć opis konkretnego rozwiązania, tym bardziej że często to bardzo skomplikowane rozwiązania. Zdarza się, że muszę dopytać o szczegóły. Ale ponownie – warto ten czas poświęcić na zabezpieczenie rozwiązania, nad którym naukowiec pracował znacznie dłużej.

Zachęcamy zatem do kontaktu z Centrum Transferu Technologii, w którym każdy naukowiec otrzyma najlepsze patenty na patent.

Dziękuję za rozmowę.

Dominika Naruszko
fot. Katarzyna Puciłowska